niedziela, 26 kwietnia 2015

Historycznie (czyli jak cofnąć się w czasie choć na minutkę)

Widok na ujście dwóch rzek z Kalemegdanu
Zupełnie niedawno przechadzałam się po naszym ulubionym Kalemegdanie (czytaj twierdzy na brzegu ujścia rzeki Sawy i Dunaju). Powolnym krokiem zdobywaliśmy piękne alejki twierdzy. W jednym miejscu już od lat można oglądać wystawy na różne tematy. Na specjalnych stojakach wywieszane są fotografie od tych historycznych (związanych z serbską kulturą) po najnowsze zdjęcia ze świata fotografii.
Tym razem wystawa poświęcona była wojnie i wyzwoleniu Belgradu z Tursko/ Austro-Węgierskiej a później z niemieckiej okupacji w latach I i II wojny światowej.

Wystawa była bardzo interesująca, szczególnie dla mnie gdy próbowałam rozpoznać budynki po wyglądzie jak były przedstawione na tych starych fotografiach. Jednak jedna z fotografii szczególnie utkwiła mi w pamięci z powodu miejsca gdzie została zrobiona.
Ta fotografia była zrobiona w miejscu gdzie staliśmy i patrzyliśmy na to zdjęcie. Ale prawie 100 lat temu!
Na tym zdjęciu widzimy serbskiego żołnierza spoglądającego na Uście (ujście Sawy do Dunaju)

I nagle ujrzeliśmy człowieka siedzącego wygodnie na ławeczce i spoglądającego dokładnie w to samo miejsce. Czy była w nim trwoga, walka o życie? Pewnie w tych czasach kiedy co drugi człowiek w Serbii cierpi z powodu biedy, bezrobocia i innych problemów, pewnie jemu też było ciężko w myślach. A może był szczęśliwym emerytem, który po prostu cieszył się wolnym dniem i przyjemnym wiatrem znad rzek
Ciesząc się widokiem ale czy obecne czasy są wystarczająco bezpieczne? 

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Żegnając wielkiego autora

O śmierci Günter Grassa dowiedziałam się dziś przeglądając prasę w internecie. Polska żegna mistrza wiadomością o jego śmierci na pierwszych stronach serwisów. Nie mam jakiegoś szczególnego uczucia do Trójmiasta, byłam tam tylko raz, z chęcią wybiorę się ponownie a z szacunku dla autora zapisków o pięknym mieście Danzig

 


 

niedziela, 29 marca 2015

Znów o Polsce w Belgradzie

Właśnie przed paroma dniami zakończyła się wystawa polskiego plakatu teatralnego. 50 lat plakatu, pięknie przedstawionego na Takovskiej w Galerii serbskiej telewizji RTS.

Wiele z plakatów a raczej inscenizacji teatralnej jest mi znanej Wam pewnie będzie ich więcej przywoływało wspomnień ze znanych
Video z tej relacji na RTS:


Do Belgradu zjeżdżamy na dłuższy pobyt już niedługo więc troszkę mi szkoda, że przegapiłam taka polska ciekawostkę. Ale już niedługo obiecuje odrobić braki i opisać co ciekawego dzieje się w Wiecznym Mieście.

środa, 11 marca 2015

A tam na południu ciągle gorąco.



Południe Europy, Bośnia, dokładniej Sarajevo.
Czas jakby tu się zatrzymał na tym lotnisku. Pochmurno i nudno.


Kiedy wylądowaliśmy na lotnisku w Sarajevie nic nie przepowiadało żadnych problemów. Po odprawie celnej postanowiliśmy znaleźć wolną i dobrze wyglądającą taksówkę. Kierowca na nasz widok wyskoczył z auta, pobiegł zapakować walizki. Potem poprosił o wskazówkę gdzi jedziemy. I na tą wskazówkę usłyszeliśmy dźwięk rozczarowania. Spojrzeliśmy po sobie ale zadowoleni ruszyliśmy w podróż z lotniska. Po pewnym czasie nasz kierowca postanowił zatrzymać się na pobliskim parkingu. Wysiadł z auta i.......zaczął rozmontowywać znak taxi. Nie bardzo rozumiałam o co chodzi, zaczęłam sie zastanawiać czy również taksometr wymontuje. Na Bałkanach jako turysta należy nauczyć się wyrażenia: "po taksimetre" a oznacza to stwierdzenie, że owszem jedziemy taksówka ale tylko kiedy taksometr jest włączony (chodzi tu o nielegalne taxi i naciągaczy).

Już wyjaśnię jaki był powód zachowania naszego kierowcy.

Otóż od dawna Sarajevo dzieliło się na serbskie i bośniackie. Cała Bośnia i Hercegowina jest podzielona na dwie zasadnicze części. Pierwsza to Republika Srpska (nie mylić z Serbią) i dominującą nacją są tam Bośniaccy Serbowie. Centrum tej części stanowi Banja Luka i właśnie część serbska Sarajevo. Istočna Ilidža, miejsce gdzie zmierzaliśmy jest zamieszkane praktycznie tylko przez Serbów, i ta część miasta należy do Istočno Sarajevo, części Republika Srpska. Nasz kierowca był Bośniakiem i wcale mu się nie podobało, że jedzie do serbskiej części miasta. Po jego zachowaniu wywnioskowaliśmy, że wcale nie czuł się tam bezpiecznie pod widocznym znakiem swojej firmy taksówkarskiej. Zapewne sprawa wygląda identycznie w drugą stronę. Ludzie nie chcą być rozpoznawani po przeciwnej stronie. Starają się pozostać anonimowi. Nienawiść i pretensje podżegają tych ludzi do kolejnych konfliktów. Niedawno w prasie przeczytaliśmy o tym jak to Bośniak z Sarajeva dokonał wandalizmu na krzyżu, który stał sobie ku pamięci poległych Serbów walczących o swoje Sarajevo w czasie niedawnych walk. Tłumaczenia wandala były tak ograniczone, że szkoda o tym wspominać. Zaślepienie religijne i nacjonalistyczne pozostaje ogromne. Kiedy odwiedzaliśmy niedawno Baščaršija (stare miasto w centrum Sarajeva) mój mąż pilnował, żebym nie wyskoczyła gdzieś z okrzykiem na temat Serbii i Belgradu. Raczej woleliśmy zachowywać się jako turyści z dalekich krajów. Klimatycznie mi się to nie podobało.

Kiedy turyści zwiedzają Sarajevo, praktycznie zawsze zabierani są na muzułmański cmentarz, słynny z białych pali, który jest sybolem oblężenia Sarajeva w czasie ostatniej wojny w Bośni. Jako że ani mój blog ani ja nie jesteśmy tu obiektywni więc nie będę komentować wojen. Patrząc jednak z perspektywy osoby z zewnatrz mogę powiedzieć, że stereotypy, nienawiści się pogłębiają. Wcale nie odchodzą w zapomnienie.

Jeśli ktoś interesuje się kulturą jugosłowiańską sprzed ostatnich wojen pewnie słyszał o Top Lista Nadrealista. Trzech młodych ludzi (potem było ich znacznie więcej) stworzyło kabaret konwencją przypominający słynnych Monty Python's Flying Circus. Nadrealisti (czyli na polski surrealiści) wcześniej grający (kilkoro z nich) w kapeli punk rockowej Zabranjeno Pušenje, który wpisał się do kanonu jugosłowiańskiej kultury muzycznej. Kilku przyjaciół, którzy byli mixem bośniacko i serbskiej narodowości stworzyli coś niesamowicie wartościowego jak właśnie ten kabaret. Niestety wojna podzieliła ich skutecznie. Jeden z nich ewakuował się do Słowenii, gdzie dotychczas mieszka (słynny aktor Branko "Đuro" Đurić), inny wyjechał i mieszka w Belgradzie (Dr. Nele Karajlić, który próbował reaktywować kapele, przy udziale Emira Kusturicy stworzył jednak Emir Kusturica  and The No Smoking Orchestra) i Zenit Đozić, który mieszka w Sarajevie i jest znanym komikiem i artystą (próbował reaktywować kabaret kiedy jego koledzy wyjechali ale nie udało mu się to już z taki uznaniem jak wcześniej). Obejrzałam ostatnio interesujący program, wyemitowany przez Al Jazeera (popularny kanał na Bałkanach) jedna z byłych dziennikarek BBC powraca na Bałkany i próbuje spotkać się z trójką artystów. Nie będzie to łatwe bo jeden z nich Nele stanowczo odmówił pojawienia się w Sarajevie.  Jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć, polecam. Nie będę tutaj opowiadać jak się to zakończyło.



A jeśli ktoś nie ma chęci na ten dokument aby zostać w klimacie kultury bałkańskiej polecam wysłuchanie paru piosenek Mostar Sevdah Reunion



poniedziałek, 9 marca 2015

Podróże za jeden uśmiech

Słońce ostatnio nam nie towarzyszy w naszych podróżach i tylko trafiamy na pochmurną pogodę.
Widok na słynny most na Drinie od strony Andrićgrad
W odwiedzinach w Bośni nawiedziło nas trzęsienie ziemi. Było krótko, mało intensywnie ale dało mi to do myślenia. Co robić na wypadek? Uciekać z domu, chować się? Mój Serb pamięta kilka trzęsień ziemi w Serbii. Bardzo intensywne było zupełnie niedawno bo w 2010 gdzie zginęło kilkoro ludzi. 
Przeszło bokiem i nieprzeszkodziło nam w wędrówkach po mieście. 
Z Serbem zakochani jesteśmy w Andrićgradzie, o którym wielokrotnie rozpisywałam się tutaj. Zawsze rozglądamy się w poszukiwaniu Kusturicy, który często tam przybywa ale nie mieliśmy jeszcze okazji spotkać. Otóż już niedługo być może będzie szansa na takie spotkanie. Moja rodzina, a w szczególności mój mąż podarowali wiele książek do nowo powstałej biblioteki w Andrićgradzie. Jak dowiedzieliśmy się oprócz dyplomu i podziękowania będzie można spotkać sie z samym Emirem! Nie mogę się doczekać! 
Widok na rzekę Rzav, która wpada do Driny


Jeśli kiedykolwiek chcielibyście zatrzymać się w Visegradzie polecam wynajęcie pokoju w nowo-wybudowanym hotelu właśnie w Andrićgradzie

niedziela, 1 marca 2015

A Belgradzie wiosna

Słońce przygrzewa, przyjemnie spacerować po mieście, które powoli budzi się ze swojej szarości zimowej. Na ulice coraz częściej wychodzą ludzie, żeby pospacerować, już niedługo przyjdzie czas na otwarcie knajpek i kawiarni. Będą ludzie siedzieli, grzejąc się w promieniach słońca, spotykając się ze swoimi znajomymi i rodziną. Typowo jak to w Belgradzie..
Główna ulica Terazije, tuż przed 


Beograđanka czyli Palata Beograd w pełnym słońcu

Nawet senny Zemun budzi nam się do życia!
Z krótką wizytą wpadliśmy do Wiecznego Miasta aby podążyć w głąb Bałkan. Wkrótce mała relacja z Andrićgradu. 

niedziela, 15 lutego 2015

O jedzeniu.....

Można by długo rozprawiać o jedzeniu. Szczególnie kiedy ma się go za mało. Tego zdrowego, dobrego, pachnącego, smacznego. Te wszystkie inne jakieś plasticzane są. 
Kupiliśmy z Serbem truskawki. Bo niby nam się zachciało, świętowaliśmy 13 w piątek a tak bo to nasza ulubiona data. I wyciągnęliśmy je z pudelka i trochę zaczęliśmy się zastanawiać co w nich jest, ze takie wielkie urosły??? Moja dłoń jest mała ale Serb dłoń ma zwykłych męskich rozmiarów. A truskawki ledwo się na dłoni mieszczą. 

Brakuje mi tego serbskiego dobrego, nieskażonego konwencjami i regulacjami europejskimi jedzenia. Swojskiego.
Serb i ja i dwie małe truskaweczki

poniedziałek, 2 lutego 2015

Nole, ti nisi normalan. Nole Ty nie jesteś normalny!

Wczoraj całą rodziną oglądaliśmy finał turnieju tenisowego w Australii, gdzie grał Novak Đoković i Andrew Murray. Wygrywa zawsze lepszy. I tym razem po raz 5 w Melbourne wygrał Nole! Przyznam szczerze, że mecz doprowadzał mnie do szału bo miejscami było nerwowo, Novak tracił wiele do przeciwnika, oddawał jak dziecko piłki ale zaraz potem wyszedł na swoje i pokazał swoją klase w ostatnim secie. Niestety jako część relacji słyszeliśmy komentarze znanego tenisisty Mats Wilander. Szwed kiedyś u szczytu kariery zdobył 7 Grand Slams. Był wielki i dlatego pomyślał sobie, że jest wielkim znawcą tenisa. A jak kogoś nie lubi, to i będzie złośliwym komentatorem. No to przez cały czas komentował Novaka za to, że udaje, że go noga boli, a to, udaje i robi przerwy. Potem skomentował z niesmakiem, że inny to by nie grał tak pięknie bo został niedawno mężem i ojcem a to przecież rozprasza i większość ludzi po takich emocjach już w tak świetnej formie nie jest. Wszystko było złe, kiedy Novak słabł, Wilander prawił złośliwości, kiedy podnosił się i walczył na nowo wtedy Szwed pierniczył głupoty o tym, że dzięki bezglutenowej diecie i kondycji nazywają go Ironman i wszyscy mają problem, żeby dorównać mu kondycyjnie. Zaprawdę powiadam Wam, żałośnie się słuchało marudzenia starej baby, której nic się nie podobało. Tą wygraną Novak prześcignał M.Wilandera w ilości zdobytych szlemów. I może to nie mogło mu przejść spokojnie przez gardło. Zamiast skupić się na dorobku sportowca, jego dokonaniach, kondycji w jakiej się znajduje w tej chwili robiło niesmaczne i bez respektu.
A dla Polaków też należą sie brawa za MŚ w Piłce Ręcznej!!!!!!!!!
Liczy się sport!

niedziela, 25 stycznia 2015

Co w trawie piszczy.......Emir Kusturica i jego Kustendorf

'

Któż nie słyszał o Emirze Kusturicy i jego słynnych filmach. Ten artysta, reżyser, społecznik znany nie tylko w Bośni i Serbii. Znany jest na całym świecie choćby z filmowego festiwalu, który odbywa się co roku w Mokra Gora (na południowym zachodzie Serbii blisko granicy z BiH). Wielcy kina
przybywają na kilka dni do tego skansenu, gdzie odbywają się warsztaty, prelekcje i pokazy filmów.
W tym roku na tych parę dni zawitać mieli Alex Garcia, Nikita Mikhalkov i kilku nowych, młodych artystów dopiero co zaczynających swoją karierę filmową ale już mających wiele udanych projektów.





Mokra Gora i jej Drvengrad (Drewniany Gród) nie sposób ominąć jadąc w tamtą stronę. Wiosną czy latem, zimą czy jesienią bywa tam pięknie i etnicznie.
Makieta wioski w skansenie

Emir zbudował tą wioskę na potrzeby jednego z jego filmów, "Życie jest cudem" Живот је чудо. Jeden z moich najulubieńszych filmów tego reżysera. W tych okolicach można przejechać się kolejką wąskotorową, podziwiać okolica, zamieszkać na dworcu, wypić rakiję z konduktorem tego pociągu a z relacji mojej czytelniczki Moni, zakupić od konduktorowego ojca rakiję do domu. 



Emir nie tylko wiele zrobił dla Serbii, zaangażował się mocno w promocję Višegradu budując kolejny projekt zwany AndrićGrad, Kamengrad (czyli Kamienny Gród). Co ciekawe lokalni, w tym moja rodzina mówi na to miejsce tylko i wyłącznie Andrićgrad! Budził on i do tej pory budzi dość mocne kontrowersje od oskarżeń po kradzież "cennego" surowca z pobliskiej zniszczonej twierdzy po polityczne rozgrywki lokalnego samorządu. Ale miejsce jest piękne, nowoczesne a z drugiej strony nawiązuje do tradycji i dostojeństwa artysty narodowego Ivo Andrić. Przypominam 

I tu polecam kolejne video z tych regionów
Przypomninam tylko, że Andrićgrad nie jest w pełni ukończony.

wtorek, 6 stycznia 2015

Срећан Божић / Srečan Božić!


Z życzeniami dla tych, którzy dziś zaczynają obchody prawosławnych świat Bożego Narodzenia (szczególnie Monia przesłała mi taką właśnie e-kartke jak wyżej).
Dziś Badnje veče czyli wigilia, które rozpoczyna święta. Jutro Božić i czas świętowania.
W każdym domu celebrowanie palenia gałązek dębu czyli badnjaka przebiega podobnie ale z doświadczenia wiem, że jedzenie różni się w zależności od regionu i przyzwyczajeń. W Vojvodine dziś wieczór ludzie zbierają się grupami po domach na korinđanje czyli coś jak kolędowanie (dzieci krążą pod domach, śpiewając i oczekując jakiś podarków). W wielu regionach na Božić pieczone jest prosie (nigdy jagnięcina) czasem inne mięsa. Dom ma być pełen orzechów, suszonych i świeżych owoców i oczywiście pełen serów, szynki i innych zimnych i ciepłych przekąsek.
Jeśli ktoś kiedykolwiek był z wizytą w Serbii i doświadczył gościnności tego narodu, może ten przepych i różnorakość jedzenia pomnożyć przez 2. Wszystkiego pod dostatkiem, niczego zabraknąć nie może.  Gospodynie domu z córkami gotują a gospodarz z synami przynoszą gałązki dębu do domu. Wszyscy jednak świętują w Božić!




poniedziałek, 5 stycznia 2015

Absurdistan czyli swojsko z Serbii

Tak przeglądam sobie dziś prasówkę międzynarodową i postanowiłam podzielić się tutaj dość absurdalnymi komentarzami. Rzecz będzie o żartach i stereotypach.
Belgrad jak to stolica wszystkich innych poza nią uważa za gorszych, śmieszniejszych i uboższych. Tak jest praktycznie w każdym kraju, Paryż, Warszawa, Londyn Rulez. Reszta to prowincja. U nas podobnie. Szczególnie Belgrad nie darzy sympatią Vojvodine, czyli część kraju na północy. Tamci ludzie są kompletnie inni niż w stolicy bo Vojvodina śpi! Gdy przyjeżdżam do Novi Sad tam ciągle jak w niedziele. Nie czuć tej wibracji miasta, życia, nawet korki na mieście sa jakies takie rozlazłe, ciągną się przez jedną ulicę! Pomimo tego uwielbiam odwiedzić to miejsce od czasu do czasu ale mieszkać nie mogłabym przenigdy. Napewno dostanie mi się od koleżanki Sojka-Ptica, która mieszkała tam wiele lat i bardzo to miejsce lubi. Ale to moja subiektywna opinia. Ludzie z Vojvodiny w wiekszości boją się jezdzić autem po stolicy, rzadko tam się zapuszczają a bo wypadki, ruch uliczny, kradzieże i inne niebezpieczeństwa. Vojvodina ma więc swoje przywary ale i  swój urok. Część Vojvodiny ciągnie się aż do naszego miejsca Zemunu, czyli do północnej części Belgradu. Inny typ architektury, inny rodzaj kuchni, inna kultura to pozostałość austro-wegierska.
Belgrad natomiast jest zlepiskiem kultur i nowoczesności, mieszka tu wielu ludzi, różność nie jest wadą a przyjazdy turystów i obcokrajowców dodają temu miastu swoistego pazura. I to też nie każdy lubi i nie każdy potrafi się w tym mieście odnaleźć. Belgradczycy in nie tylko dość często komentują złe zachowanie tych z Zemunu, dla przypomnienia, ta część słyneła kiedyś z silnej i okrutnej mafii, której pozostałości można gdzie niegdzie spotkać na belgradzkich salonach. Czyli ludzie z Zemunu to tak ogólnie powiedzieć hardcore. Ostatnio wybudowany most od Zemunu na drugą strone Dunaju, ma rozładować ruch na innym moście w strone Vojvodiny. I oto otworzyli most a już krążą dowcipy na ten temat: Pytają Zemunca co myśli o nowym moście. Mówi, że to głupota, że nie jest funkcjonalny bo Ci z Borča nie odważą się przyjechać na Zemun. A na pytanie czy wy (Zemuncy) będziecie jeździć do Borča? Odpowiedzieli krótko i dość rubasznie po jaki ch.. ? Tacy są Zemuncy i taki jest Belgrad.
Poza tym są ludzie, którzy nie potrafią prawidłowo przeliterować "novosadski" i wychodzi "novosacki" tworząc z tego dość negatywny ale zabawny stereoptyp nowej Vojvodiny:
Novosacki idzie do muzeum tylki kiedy jest Noc w Muzeum albo bierze to co może, przewozi kapuste ambulansem nie mówiąc o kradnięciu pokryw studzienek albo parkowania w piekarni. Przykładów jest wiele, żartów jeszcze więcej, ja moge tylko powiedzieć takie rzeczy dzieją sie i w BG ale skoro chcą dorównać hardkorom w Zemuna to na ich cześć zamieszczam zdjęcia:
O Belgradzie czy Zemunie można byłoby napisać dokładnie taki sam post, szczególnie patrząc na tą nierdzenna liczbę mieszkańców. Wielu przybyszy z Bośni czy Czarnogóry zmienia miasto na wiecznie tętniące życiem. I ze swoimi stereotypami.
Jednym ze śmiesznych żartów na temat Belgradzkiej mentalności jest żart o Czarnogórcach mieszkających w stolicy. Na pytanie o to czy przeszkadza Ci ilość przybyszów z Czarnogóry w Belgradzie na 100 pytanych: 12% powiedziało nie, nie przeszkadza, 17% tak bardzo a 70% odpowiedziało, że nie rozumie pytania.
A w Belgradzie ludzie mówią, że Belgrad ma to co nie maja inne miasta, czyli:
- Gołego zwycięzce, mówiącego, że tylko nago można do zwycięstwa?
- Biblioteke dla dzieci gdzie wszystkie książki dla nich są umieszczone na wysokich półkach,
- Lokalnych, którzy potrafia prześć 10 km aby kupić właściwy guzik do koszuli nocnej,
- Doktora filozofii, który sześć lat pracował jako portier,
- Pomnik jakiegoś władcy znanego jako pomnika koni (a nie władcy) i wiele innych.

Ale tylko w Belgradzie mamy Bieg mikołajów przez ulice i tylko u nas kiedy w Polsce gra Orkiestra Owsiaka, my mamy rynek dobrego serca z koncertami i sprzedażą różnych rzeczy, których dochód przekazany jest na cele charytatywne.



 

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Gdzie jest zima?



Belgrad nocą. Piękne zdjęcie warte opublikowania
z przestawieniem imienia i nazwiska autora!
Napewno nie ma jej na Bałkanach. Penie na Kopaoniku już jest bo tam znacznie wyżej i pogoda zwykle dopisuje na białe szaleństwo, a jeśli nie to dosypią sztucznym.
W Belgradzie pogoda płata nam figle. Rano patrzymy na termometr 5 stopni. W południe 15!
Jak to możliwe? Nie wiem. Podobno rozpoczęła się zima. Nie w Belgradzie. U nas wygląda na jesień i gdyby nie szarość ulic w dzień i świątecznych dekoracji w nocy nie wiadomo co to za pora roku. A bywa, że popada i to wcale nie mało. Zastanawiam się przy tym wychodząc z domu czy mam pamiętać o rękawiczkach i czapce czy o słonecznych okularach. W naszym przypadku obie wersje pożądane. Bo niestety jak już wielokrotnie wspomniałam Košava nie daje za wygrane. Mocno wieje i kto mieszka blisko Dunaju odczuwa boleśnie skutki wiatru. Ale na szczęście dzieki silnym wiatrom mamy w BG dość rześkie powietrze a to kolejny powód, żeby na Košave nie narzekać bo niestety BG jest mocno zatrutym miastem. No i fajnie buja na splavs. Splavovi (splavs) to fenomen na skale europejska, to nic innego jak restauracje i kluby na barkach/platformach przymocowanych do brzegu rzeki. Wiele z nich czynnych jest tylko w czasie od poźnej wiosny, w lecie i do wczesnej jesieni ale i są takie restauracje czynne cały rok i na nie warto w tym czasie się wybrać. Ja osobiście uwielbiam to uczucie bujania, zapach i szum wody odbijającej się od barki. Moim ulubionym miejscem na Zemunie jest oczywiscie Restoran Paša. Ryby, mięsa a przede wszystkim przepyszna Malinovača (rakija zrobiona z malin) i bujanie gratis to można po krótce powiedzieć o restauracji. Tym bardziej w czasie silnych wiatrów bywa przyjemnym przeżyciem. W lecie ten splav posiada taras wychodzący wprost na rzekę i rówież przyjemmnie buja! Myślę, że to co jeszcze przyciąga mnie do Paša jest może dość tradycyjny serwis. Gość w tym miejscu nigdy nie jest zaniedbany, w uczciwością w głosie proponowane są potrawy (kelner potrafi opisać potrawę w szczegółach co dla niektórych wybrednych jest dość istotne) do tego czysto i bardzo tradycyjnie udekorowane stoły. To jest to czego mi na zachodzie brakuje. W Serbii przez takie miejsca czuję się swojsko, domowo. Słowo kelner, po serbsku konobar nabiera innej, dawnej mocy! A i zdarzy się, że kucharz wyjdzie i zapyta jak smakuje. Polecam tym którzy wybierają się niedługo do Belgradu (Monia jedzie więc jak masz chęć to polecam).
Kolejny splav na Dunaju, który uwielbiam Stara Koliba

Dzieci czekają na pierwszy śnieg i niestety go nie widać. Może jeszcze coś pojawi się bo do świąt prawosławynych ponad 2 tygodnie (świętujemy 7 stycznia).  Ale przynajmniej zakryłoby tą szarość ulic w dzień i dodałoby piękna dekoracją nocą.
Niedaleko na Zemunie otwarto wkońcu nowy most Mihajla Pupina, który my tutejsi nazywamy chińskim bo Kinesi (po serbsku Chińczycy) budowali a potem przyjechali na uroczyste otwarcie. Most ten łączy północną część Belgradu (Novi Beograd - Zemun) z ważną i bardzo ruchliwą trasą Zrejnaninską. Most ten ma za zadanie rozładować ruch Belgrad-Zrenjanin i odciążyć zdezelowany już Pančevački most, który dotychczas był jedynym wyjściem z miasta w strone Zrenjaninu. Oczywiście pomijając autostradą w strone Novi Sad i powrót w strone Zren

Taka mała pamiątka po tej zimie co to w tym roku niedojechała.............





piątek, 19 grudnia 2014

Krsna Slava.....i tak do maja!



Czas wielkich i popularnych Slav już się rozpoczął. Wszyscy Serbowie albo w odwiedzinach albo wyprawiają własną Slave. Co to za święto a to już pisałam o tym jak to Serbowie jako jedyny prawosławny naród posiada własnego patrona rodziny. Raz do roku według kalendarza kościelnego jest właśnie jego święto. Oprócz tego, cały rok jego podobizna wisi w centralnym miejscu w salonie albo w pokoju gdzie najwięcej czasu spędza rodzina. I w większości zdarza się tak, że Slava trwa 2-3 dni bo zwykle ktoś z gości nie dojedzie, bo tyle odwiedzin po drodze, że chyba pojemności żołądka nie wystarczy. Slava to przede wszystkim religijna zaduma, gościna ale także jedzenie, picie i hulanki. Do woli. Rodzina w te dni nie przestaje gościć przyjaciół i innych członków rodziny. Zaproszenie dostaje się raz na całe życie. Nie trzeba się spotykać z gośćmi przez cały rok bo z róźnych przyczyn nasze drogi się rozeszły ale w ten dzień jak Slava, każdy kto może droge do przyjaciela odnajdzie. Obszerny i zgodny z prawdą opis Slavy znalazłam przypadkiem pod tym linkiem i na zaprzyjaźnionym blogu Sojki Pticy więc powtarzać się nie będę o co w tym chodzi. Slava w Serbii zaczyna się rano od pójścia do cerkwii i poświęcenia kołacza i żyta. Opisywałam już tą cała historię ale to fakt w wielu miejscach odwiedzający pojawiają się dopiero po zmierzchu z historii widomo, że ludzie przychodzili po ciemku aby Turcy nie wypatrzyli tych prawosławnych wyznawców w czasie kiedy panowali na Bałkanach. U nas pierwsi członkowie rodziny i przyjaciele przybywają w okolicach 11 godziny rano, dzielimy kołacz pomiędzy męskich i najstarszych członków rodziny polewamy czerwonym winem na znak krwi przelanej za pokój i zbawienie i dzielimy go między przybywających. Odrobinę żytka (zwykle na słodko z miodem i orzechami) również polewa się winem a na do tego popija delikatnie rakiję. Rodzina w tym czasie usługuje gosćiom, robi wszystko aby goście nie czuli się zaniedbani. Nie ma dobrej Slavy bez odwiedzin popa ale nie wszyscy mają taka okazję, zwłaszcza jak pop zaprzyjaźniony jest i mieszka blisko to i z całą rodziną się pojawi! Aby na taką Slave przyjść jak już mówiłam trzeba mieć jedno zaproszenie, które pozostaje na całe życie, kwiaty/wino dla domowników a jeśli są w domu małe dzieci jakąś niewielką zabawkę czy czekoladę.
Wiele Slav jak i nasza obchodzona jest w czasie postu i należy ten post dochować. Są domy gdzie w ogóle nie stawia mięsa na stół a gospodyni w tym czasie gotuje wszystkie potrawy w podobny sposób jak gotuje się w Polsce na wigilję. Jednak w PL zauważyłam, że wielu ludzi nie traktuje sera, mleka jako produktów niepostnych o czym świadczy ilość jedzonych ciast z tymi produktami. W Serbii nie je się tego co od zwierzęcia pochodzi, wszelkiego rodzaju słodycze robione są również z postnych produktów zgodnie z tradycją. Jedynym postnym mięsem jest oczywiście ryba. Ja uwielbiam takie postne produkty! Szczególnie sarme (serbskie gołąbki z kiszonych liści) z orzechami i grzybami zamiast mięsa!
Dziś w Serbii będzie bardzo pusto na ulicach. Bo połowa Serbii obchodzi Nikoljdan czyli Slava Svetog Nikola. A druga połowa Serbii idzie w odwiedziny na tą właśnie Slave. Niedawno ze znajomi na naszej Slavie policzyliśmy, że statystcznie każdy w Serbii zna przynajmniej 5 osób, których patronem jest Sv. Nikola. Ale generalnie jest ich więcej. No chyba, że zna się samych starych komunistów lub tylko 5 osób! 
Czas na święta i te katolickie i prawosławne. Belgrad zabłyszczał ostatnio tysiącem świateł. Na rogu ulicy zamiast ulubionych przez Serbów maszyn do robienia popcornu stoją sprzedawcy pieczonych kasztanów. Zapach i smak, który kojarzy mi się z Londynem i z magicznymi zimowymi wędrówkami.
Pieczone domowe kasztany i domowe kuvano vino czyli grzaniec!
 Pozdrawiam świątecznie z Wielkiego Miasta!!!